14.09
~Kolejny dzień. Niedługo zbliża się koniec i święty spokój. Pracuję na swoje utrzymanie, jednak mój „opiekun” miał mnie odebrać, ale jak widać, jest to zbyt trudne do zrealizowania.
Jestem padnięta, nie mam kompletnie siły… Wagary i dzień „urlopu”, a raczej wysiłku fizycznego.
Byłam zmęczona i śnięta oraz na głodzie. Od kilku dni ten stan pustego żołądka mi towarzyszy, ale nie przeszkadza mi już ciągłe zimno ani głód.
Oddział przyzwyczaił już do tego. Tam jest ciągle zimno. Ciągły chłód od personelu, nocne głosy za ścian, krzyki schizofreników, protesty anorektyków przed jedzeniem i to samo ja robiłam. Walczyłam z sondą, marząc o odpoczynku i tym dawnym zapachu…
Wciąż myślami jestem w tej bajecznej piekarni, ale przecież to tylko marzenia, prawda ? Nic nie znaczą. Rodzina też nic nie znaczy… myliłam się przez te lata.
Muszę to przeboleć w końcu to i tak nie ma sensu.
Czuję kolejny ból, po raz kolejny ON wmuszał we mnie posiłek. Ten demon mi towarzyszył przy tym, jak zawsze. Nikt nie wierzył w moje „ozdrowienie” i otrzymałam tylko tę szpitalną etykietkę. Jestem chora? A może to ludzie wokół mnie zwariowali ?
Czytam tak o wszystkim, o czym mogę i uciekam w świat książek. Boję się, naprawdę boję się tego wszystkiego… boję się siebie i tego demona. To on mi każe siebie zabijać, bo to moja druga natura.
Jesienna pora, niby niedawno były jeszcze wakacje, jednak ciągły chłód i deszcz obniżają wciąż temperaturę. Noszę ukochane długie bluzy, chociaż one zasłaniają rany, w efekcie blizny…~
*Była chłodna, a jej ręce poczerwieniały z żalu. Patrzyła pustym wzrokiem w lustro, ilustrując tym samym swój obraz. Widziała demona. Demona żyjącego w jej ciele i teraz to on właśnie ją zamieszkiwał.
Stałaby tak, jednak usłyszała pukanie do drzwi.
-Wyłaź!-było słychać czyjś rozgoryczony głos i jeszcze głośniejsze stukanie do drzwi.-Otwieraj albo je wywarze!-ona już wiedziała kto to, jednak nie reagowała. Miała żal, że musiała wczoraj wracać nocą. Bała się, mimo lat, nadal miała te same obawy… Przedzierając się przez las, jak zwykle natknęła się na nieproszonych gości, ledwo zwiała i od razu padła.
Skrajnie wychudzona, smutna, przygnębiona i czasem agresywna. Nasila się to kiedy tylko ON wspomina o jej demonach i jedzeniu oraz śmierci.
Stała i nadal patrzyła w to odbicie, a ten szatan wciąż szeptał na nowo „Nie zasługujesz na życie… Powinnaś umrzeć, zabić się jak twoja matka… Przez Ciebie tyle cierpiała, przez brak twojej idealności ona cierpiała, gruba świnio”. Nim się spostrzegła drzwi uległy załamaniu. Ona tylko stała i dalej patrzyła tym pustym, obojętnym i przygaszonym spojrzeniem.
-Ubieraj się-warknął mężczyzna. Wyglądał na 23 lata, może trochę mniej. Prychnął widząc, jak nadal stoi niewzruszona.
-Odejdź-syknęła, wściekła za wczorajszą noc. Te przymusy, ku jej „dobru” ?
-Idziesz dzisiaj do pracy ?-spytał brunet o brązowych oczach. Wyglądał na zirytowanego i zmęczonego tym wszystkim.-Jeśli tak muszę Cię podwieść teraz, bo sam się spóźnię, a jeśli idziesz na zajęcia to pójdziesz sama-jego ton był z lekka przepełniony jadem i niezrozumieniem, ale on też był już zmęczony. Spojrzała na niego chłodno, po czym ubrała się w jakąś pierwszą lepszą bluzkę i jeansy. Na bose stopy, zresztą wychudzone i pokaleczone założyła ukochane glany.
Wszystko i tak było przyduże, ale jej to nie przeszkadzało, jednak on prychnął cicho. Od półtora roku, kiedy ją przejął nad nią opiekę, to nadal zachowuje się dziecinnie i nawet nie zachowuje się jak kobieta.
-Idziesz wieszaku?-mruknął, krzyżując ręce na poziomie klatki piersiowej. Nawiązywał do Any, jej kochanej przyjaciółki, której on tak nienawidził… Wiedział, że ona wyniszcza ją, ale mimo wszystko szydził z jej zachowań.
-Idę-szepnęła zaciskając dłonie w pięści. Nienawidziły, gdy tak mówił. Jeśli ma ją ranić, to lepiej niech się nie odzywa.


Smutne.... bardzo smutne.
OdpowiedzUsuńNiestety życie też jest smutne :C Czasem
Usuń