27.08.2014

1. Coś czego nikt nie wie...

14.09

~Kolejny dzień. Niedługo zbliża się koniec i święty spokój. Pracuję na swoje utrzymanie, jednak mój „opiekun” miał mnie odebrać, ale jak widać, jest to zbyt trudne do zrealizowania.
Jestem padnięta, nie mam kompletnie siły… Wagary i dzień „urlopu”, a raczej wysiłku fizycznego.
Byłam zmęczona i śnięta oraz na głodzie. Od kilku dni ten stan pustego żołądka mi towarzyszy, ale nie przeszkadza mi już ciągłe zimno ani głód.
Oddział przyzwyczaił już do tego. Tam jest ciągle zimno. Ciągły chłód od personelu, nocne głosy za ścian, krzyki schizofreników, protesty anorektyków przed jedzeniem i to samo ja robiłam. Walczyłam z sondą, marząc o odpoczynku i tym dawnym zapachu…
Wciąż myślami jestem w tej bajecznej piekarni, ale przecież to tylko marzenia, prawda ? Nic nie znaczą. Rodzina też nic nie znaczy… myliłam się przez te lata.
Muszę to przeboleć w końcu to i tak nie ma sensu.
Czuję kolejny ból, po raz kolejny ON wmuszał we mnie posiłek. Ten demon mi towarzyszył przy tym, jak zawsze. Nikt nie wierzył w moje „ozdrowienie” i otrzymałam tylko tę szpitalną etykietkę. Jestem chora? A może to ludzie wokół mnie zwariowali ?
Czytam tak o wszystkim, o czym mogę i uciekam w świat książek. Boję się, naprawdę boję się tego wszystkiego… boję się siebie i tego demona. To on mi każe siebie zabijać, bo to moja druga natura.
Jesienna pora, niby niedawno były jeszcze wakacje, jednak ciągły chłód i deszcz obniżają wciąż temperaturę. Noszę ukochane długie bluzy, chociaż one zasłaniają rany, w efekcie blizny…~


*
Była chłodna, a jej ręce poczerwieniały z żalu. Patrzyła pustym wzrokiem w lustro, ilustrując tym samym swój obraz. Widziała demona. Demona żyjącego w jej ciele i teraz to on właśnie ją zamieszkiwał.
Stałaby tak, jednak usłyszała pukanie do drzwi.
-Wyłaź!-było słychać czyjś rozgoryczony głos i jeszcze głośniejsze stukanie do drzwi.-Otwieraj albo je wywarze!-ona już wiedziała kto to, jednak nie reagowała. Miała żal, że musiała wczoraj wracać nocą. Bała się, mimo lat, nadal miała te same obawy… Przedzierając się przez las, jak zwykle natknęła się na nieproszonych gości, ledwo zwiała i od razu padła.
Skrajnie wychudzona, smutna, przygnębiona i czasem agresywna. Nasila się to kiedy tylko ON wspomina o jej demonach i jedzeniu oraz śmierci.
Stała i nadal patrzyła w to odbicie, a ten szatan wciąż szeptał na nowo „Nie zasługujesz na życie… Powinnaś umrzeć, zabić się jak twoja matka… Przez Ciebie tyle cierpiała, przez brak twojej idealności ona cierpiała, gruba świnio”. Nim się spostrzegła drzwi uległy załamaniu. Ona tylko stała i dalej patrzyła tym pustym, obojętnym i przygaszonym spojrzeniem.
-Ubieraj się-warknął mężczyzna. Wyglądał na 23 lata, może trochę mniej. Prychnął widząc, jak nadal stoi niewzruszona.
-Odejdź-syknęła, wściekła za wczorajszą noc. Te przymusy, ku jej „dobru” ?
-Idziesz dzisiaj do pracy ?-spytał brunet o brązowych oczach. Wyglądał na zirytowanego i zmęczonego tym wszystkim.-Jeśli tak muszę Cię podwieść teraz, bo sam się spóźnię, a jeśli idziesz na zajęcia to pójdziesz sama-jego ton był z lekka przepełniony jadem i niezrozumieniem, ale on też był już zmęczony. Spojrzała na niego chłodno, po czym ubrała się w jakąś pierwszą lepszą bluzkę i jeansy. Na bose stopy, zresztą wychudzone i pokaleczone założyła ukochane glany.
Wszystko i tak było przyduże, ale jej to nie przeszkadzało, jednak on prychnął cicho. Od półtora roku, kiedy ją przejął nad nią opiekę, to nadal zachowuje się dziecinnie i nawet nie zachowuje się jak kobieta.
-Idziesz wieszaku?-mruknął, krzyżując ręce na poziomie klatki piersiowej. Nawiązywał do Any, jej kochanej przyjaciółki, której on tak nienawidził… Wiedział, że ona wyniszcza ją, ale mimo wszystko szydził z jej zachowań.
-Idę-szepnęła zaciskając dłonie w pięści. Nienawidziły, gdy tak mówił. Jeśli ma ją ranić, to lepiej niech się nie odzywa.

24.08.2014

Prolog

~Kilka lat temu~
Wyobraź sobie, że jesteś w piekarni, ale nie takiej zwykłej piekarni. A najlepszej w całym Paryżu, czy w Rzymie, a nawet w całej Polsce.
Stoisz między ladami. Czujesz ten piękny zapach. Zapach świeżego chleba razowego, odczuwasz unoszącą się woń mąki pszennej sypanej na ciepłe białe bułeczki.
Przechodzisz między półkami a rozgrzanym piecem. Stoisz tuż za kasą w kolejce i czekasz na swoją kolej. Czekasz, czując ten niesamowity zapach, czując już niemalże ten smak.
Podchodzi do Ciebie jakaś kobieta. Delikatnie nożem nacina jeden bochenek z gorącego pieczywa.
Czujesz już niemalże ten smak, wdychasz tę woń i macasz delikatnie opuszkami palców po złocistej skórce. Bierzesz do ust jeden kęs i przeżywasz powoli i prawie już czujesz ten aromat w kubkach smakowych.
PRAWIE.
Tak naprawdę nic nie czujesz. Żadnego smaki, żadnej przyjemności tylko poczucie winy…
Ile już nie jadło się tego ciepłego bochenka ? Tydzień ? Miesiąc ? Rok ?
Stoisz, mierząc smutnym wzrokiem raczących się tym przysmakiem ludzi, a ty tylko stoisz. Jesteś głodny/głodna. Ledwo wytrzymujesz i jedyne, o czym marzysz to ciepły i przyjemny posiłek, obezwładniający twoje kubki smakowe. Ale w rzeczywistości masz tylko skurczone narządy wewnętrzne. Zaciśniętą szczękę i suche gardło.
Marzysz teraz o tym, ale strach przed TYM jest większy niż twój głód.
W twojej głowie podświadomie słychać głos, towarzyszący Ci i znający całe twoje życie.
-Bądź silna/silny. Dasz radę i teraz nic nie jeść, poza tym nie zasługujesz nawet no TO.
Później ten szept zamienia się w syknięcie pełne nienawiści.
-Znowu nie potrafisz się kontrolować! Jak zwykle się do niczego nie nadajesz… Wszyscy mieli rację, nie zasługujesz na jedzenie. Nie masz prawa go tknąć wstrętna świnio!
Z czasem ten głos zamienia się w krzyk.
-Nienawidź siebie ! Tylko to Ci zostało, jesteś nic niewarta/nie wart. Nie zasługujesz na pokarm, na miłość, ale przede wszystkim na ŻYCIE.
Nie zasługujesz już na nic… Musisz umrzeć. Grzeszysz.
Jesteś przez to ciągle sam/sama. Nie masz już nikogo, bo nikt Cię nie chce, a zresztą sama/sam się od wszystkich odsuwasz, budując mur i izolujesz się przed światem. Masz od teraz własne więzienie i swoją rzeczywistość. Czujesz się samotna/samotny.
Ciągle myślisz tylko o tym jakby zaspokoić potrzebę miłości, pragnienia. Jakby zniwelować nienawiść do siebie i coś w końcu przyswoić.
Ciągle myślisz tylko o jedzeniu i nie potrafisz przestać. Boisz się innych i czujesz się jak osaczone przez kłusowników zwierzę.
Robisz wiele rzeczy te normalne i nienormalne, ale myślami wciąż jesteś w tej piekarni.
SAMA/SAM
Tak się czuje osoba z zaburzeniami ED…~

Siedziała, patrząc niemiłosiernie na tykający zegar. Po jej policzkach spływały łzy…
Zawsze była sama, nawet TU i TERAZ za kratkami oddziału psychiatrycznego. Ma opuścić to miejsce za dwie godziny… za dwie godziny nareszcie będzie wolna, ale co z tego ?
Ona już nic nie ma. Ma tylko wiele kości, smutek, depresje i rany na rękach, ale wie, iż „ktoś” przejął nad nią opiekę.
Jej matka nie wytrzymała psychicznie i popełniła samobójstwo, a ojciec zmarł przez chorobę wieńcową.
Po co jej to wszystko… ?
I tak będzie sama…
Stroi przy oknie i huśta się na starej, drewnianej huśtawce w jej pokoju. Wygląda tęsknie za okno, obserwując opadające liście i szarą rzeczywistość.
Zostawili ją tu, a teraz nawet ICH już nie ma, zginęli, a teraz nie wie gdzie i dokąd idzie.